trasa spływu bzurą

Spływ Bzurą: Kajakiem z Plecewic do Kamiona nad Wisłą

Najpiękniejsza trasa kajakowa Bzurą (naszym zdaniem oczywiście) rozpoczyna się od naszej przystani i biegnie (płynie) aż do ujścia Bzury do Wisły we wsi Kamion. Trasa jest łatwa, niewymagająca, rzeka mocno meandruje w pięknych okolicach by na końcu rozlać się się szeroko na mazowieckich nadwiślanych łąkach. Spływ ten możemy podzielić na dwa etapy – z naszej bazy do Witkowic oraz z Witkowic do Kamionu. Zapraszamy do zapoznania się z opisem trasy.

Port Plecewice

Startujemy z naszej plaży na Moto Przystani. W słoneczne weekendy czasami bywa ciasno – nasza przystań to prawdopodobnie najbardziej tłoczne miejsce na Bzurze – tu kończy się i zaczyna większość spływów po rzece. Jest jednak sporo miejsca – Bzura, zasilona w Sochaczewie dopływami Pisi i Utraty, jest już znacznie szersza niż na przykład w okolicach Kozłowa. Mijamy po prawej stronie molo sąsiadów i pole, z którego czasami startują motolotnie, rozpoczynając wyprawę w stronę Wisły. Bzura na razie meandruje w miarę leniwie, z prawej strony podziwiamy dość wysoki brzeg, na którym od czasu do czasu pojawiają się nieme kikuty suchych drzew. Będą nam one towarzyszyć aż do końca spływu.

Mistrzewice i Duch Lasu

Po mniej więcej 15 minutach na brzegach przybywa nieco drzew, Bzura zaczyna manewrować wśród łąk, płyniemy podziwiając piaszczyste dno. Rzeka skręca raz tu, raz tam, towarzyszą nam często długie płoty szuwarów aż za kolejnym zakrętem pojawia się most. Oznacza to, że dopływamy do wsi Mistrzewice. Od startu z Plecewic mija około 45 minut. Pokonaliśmy 3,5 kilometra w kajaku. Przepływamy pod stosunkowo nową przeprawą, która zastąpiła leciwy, drewniany most o którego losy martwiono się każdej wiosny, gdy ruszała kra. Płyniemy dalej, niewidoczna wieś towarzyszy nam po lewej stronie, tam też biegnie droga do Witkowic my jednak odbijamy w prawo.

Po kwadransie na niedostępnym, prawym brzegu wita nas niezwykła postać (a przynajmniej stojąca tam jeszcze w 2017 roku). To obrośnięte bluszczem (bądź inną, pnącą rośliną) spróchniałe drzewo, które wygląda niczym gigantyczny stwór. My nazwaliśmy go naszym lokalnym Hern’em, Duchem Lasu bo kształtem przypomina nieco postać z serialowego Robin Hooda. Hern obserwuje lustro wody, uważnie przyglądając się czy nikt nie śmieci, nie płoszy zwierząt i zachowuje się niegodnie: na osobników szkodliwych zsyła straszne kary ;)

Przez brochowskie łąki

Zostawiamy Ducha Lasu za plecami, napięcie spada – ale nie na długo. Oto bowiem przed nami pojawia się gigantyczna – no właśnie – linia wysokiego napięcia. Przepływamy pod nią w akompaniamencie niemiłego buczenia. Po lewej stronie widzimy las – to ostatnie przed rzeką przyczółki wielkiego kompleksu leśnego w okolicach Młodzieszyna. Mniej więcej pół kilometra na wschód nad okolicą górują wieże obronnego kościoła w Brochowie. Z poziomu lustra wody nie jest widoczny – ale można spróbować wdrapać się na prawy brzeg jeśli będzie taka możliwość. Kilkaset metrów dalej Bzura zakręca w lewo, na jej brzegu widać charakterystyczne, piękne drzewo (a raczej jego suchą pozostałość). Bzura bardzo rozwlekłym zakolem odbija teraz w prawo okalając brochowskie łąki.

Płyniemy teraz dłuższy odcinek w miarę prosto i w pełnym słońcu (o ile oczywiście pogoda dopisuje), potem zaczynają się znów meandry, pojawia się znów więcej drzew – na przemian raz na prawym, raz na lewym brzegu. Od chylącego się ku rzece wyschniętego drzewa mija mniej więcej godzina spływu gdy dotrzemy do końca pierwszego etapu. Zanim to jednak nastąpi, kilkaset metrów przed mostem w Witkowicach, na prawym brzegu Bzury (i 9 kilometrze spływu) pojawia się całkiem przyjemna, piaszczysta plaża. Warto na niej wylądować (o ile akurat nikt jej nie zajął) i zażyć kąpieli w rzece.

Historyczna przeprawa w Witkowicach

Most w Witkowicach wita nas swoją kratownicową konstrukcją przewieszoną przez rzekę. Obok mostu, na lewym brzegu stoi pomnik upamiętniający przeprawę wojsk polskich przez rzekę w Bitwie nad Bzurą 1939 roku. Na przeciwległym brzegu z kolei, tuż za nim, znajduje się meta pierwszego odcinka spływów na północ od Moto Przystani. Znajduje się tam mała łączka, na którą wciągamy sprzęt (jeśli kończymy już wycieczkę) i cierpliwie czekamy na transport powrotny na Moto Przystań (uwaga, nie wchodzimy na drogę – nie jest zbyt ruchliwa ale z mostu jest dość zła widoczność dla nadjeżdżających od rzeki kierowców). Od startu z Plecewic mija około dwie i pół godziny spacerowym tempem.

Tragiczna przeprawa w 1939 roku
Stary most w Witkowicach oraz pobliskie okolice były świadkami tragicznych wydarzeń z września 1939 roku. Tutaj bowiem, gdy Bitwa nad Bzurą wchodziła w ostatnią fazę, toczyły się zażarte walki wojsk polskich z zamykającymi pierścień okrążenia jednostkami niemieckimi. Rozbite polskie dywizje rozpaczliwie próbowały przedzierać się przez rzekę ku pobliskim skrajom Puszczy Kampinoskiej. Zdziesiątkowane przez artylerię, lotnictwo i broń pancerną, polskie pułki piechoty i kawalerii, w krwawych walkach przebijały się ku stolicy, ponosząc ogromne straty. Bzura spłynęła w tym miejscu krwią a po bitwie jej brzegi i nurt zawalone były porzuconym i zniszczonym sprzętem. Dziś wydarzenia te upamiętnia pomnik na lewym brzegu Bzury, będący jednocześnie jednym z punktów Traktu Pamięci Bohaterów Bitwy nad Bzurą 1939 roku.

 

Plaża dla krów

Ruszamy dalej, opływając od prawej szerokim łukiem zabudowania byłego PGR (a jeszcze wcześniej zespołu pałacowego). Dwadzieścia minut później, na lewym brzegu ukazuje nam się imponujący, wielki dąb. Po krótkim odcinku „na wprost” Bzura zaczyna się mościć, meandrując nad tułowickimi łąkami. Gdy miniemy wyniosłe drzewo, napotkamy na tym samym brzegu… plażę dla krów. Eleganckie zejście do wody, piasek, barierki oraz zażywające sjesty czarno-białe, parzystokopytne stwory odprowadzą was niemym wzrokiem przeżuwając cierpliwie nadbzurzańską trawę. Niedaleko stąd, na przeciwległym brzegu rozegrała się jedna z naszych blogowych historii (być może nadal w wodzie zalega feralne drzewo). Wkrótce też miniemy (choć słabo go widać) wpadający z prawej strony do Bzury kanał Łasica. To znak, że minęliśmy właśnie północne skraje Borku Tułowickiego, oddalone od rzeki 400 metrów na wschód.

Przęsławickie meandry

Teraz, przez jakieś dwa kilometry rzeka przestaje meandrować. Początkowo w otwartym terenie, później w cieniu nadbrzeżnych drzew, płyniemy leniwie przez mazowieckie łąki. Po 40 minutach od mostu w Witkowicach na prawym brzegu pojawia się po raz pierwszy, usypany po wojnie, wał przeciwpowodziowy. Będzie towarzyszyć nam mniej lub bardziej widoczny do Przęsławic. Wieś tą powinniśmy zobaczyć po kilkunastu minutach, wyłaniającą się nad lustrem wody na wprost naszej trasy. Dopłynęliśmy do 14 kilometra naszej kajakowej wycieczki. Przed wsią, na lewym brzegu, dogodne miejsce na lądowanie i krótki odpoczynek. Wieś przepływamy wchodząc w ostry zakręt w lewo. Bzura zaczyna kręcić coraz mocniej, robi się coraz szersza. Ubywa też drzew więc w lato naszemu spływowi mocno dopinguje słońce.

Szerokim nurtem ku Wiśle

Bardzo powoli zbliżamy się do Wisły – Bzura, jakby chcąc przypodobać się Królowej Polskich Rzek, zaczyna się rozlewać coraz bardziej, przybywa piaszczystych łach. Ponad godzina wiosłowania od Przesławic jest za nami – powinniśmy więc dostrzec wał przeciwpowodziowy najpierw na prawym brzegu, później, po kolejnym zakręcie, po lewej stronie rzeki. Oznacza to, że wychodzimy na ostatnią prostą i osiągamy właśnie dwudziesty, przedostatni kilometr spływu kajakowego. Na wyniesieniu często widać auta wędkarzy – im więcej tych ostatnich – tym bliżej ujścia rzeki. Jeszcze kilkaset metrów, mijamy pokaźną wyspę na Bzurze i oczom naszym ukazuje się meta – most drogowy w Kamionie, w sezonie letnim teren oblegany przez kąpiących się tubylców. Przepływamy pod przeprawą i lądujemy po lewej stronie.

Nasza wycieczka dobiegła końca. Od mostu w Witkowicach mijają niecałe 3 godziny. Z Moto Przystani cała trasa powinna zająć 5-6 godzin. W ramionach mamy 21 kilometrów spływu po menadrującej Bzurze. Ci, którzy mają jeszcze siły i motywację mogą popłynąć dalej – kilometr wiosłowania dalej i oczom naszym ukaże się Wisła (choć tak uczciwie mówiąc jedna z jej odnóg a poza tym trzeba będzie wracać pod prąd do miejsca zbiórki pod mostem;)

Trasę tę szczególnie polecamy z kilku powodów: jest pięknie, bezpiecznie i tanio:) (niskie koszty transportu z uwagi na bliskość naszej bazy). Te dwa odcinki to wspaniała wycieczka zwłaszcza dla początkujących kajakowiczów i rodzin z dziećmi: brak przeszkód wodnych, relatywnie płytka rzeka, dużo miejsc do lądowania bliżej ujścia Wisły. Jedyny minus to spory ruch w sezonie – dlatego szczególnie polecamy ten odcinek na jesienne spływy kajakowe.

Komentarze